Mam na imię Gucio i jestem kundelkiem, prawdopodobnie mam rok - tak stwierdziła pani weterynarz . Od bardzo niedawna mam nowy dom i mieszkam w bloku na dziewiątym piętrze,konkretnie od 3 maja 2008r. Trudno mi jest jeszcze stwierdzić co jest lepsze bieganie i zażywanie rozkoszy wolności , często o pustym brzuchu, czy też ciepłe mieszkanko i pełna miska. Muszę jeszcze się nad tym zastanowić. Ogólnie nie jest tak źle, nawet chodzenie na smyczy coraz lepiej mi wychodzi, lecz zew wolności zbyt często bierze górę nad perspektywą pełnej miski.
Natomiast bardzo niepokoi mnie tak zwana pani weterynarz. Dlaczego za każdym razem, gdy się spotkamy musi mnie kłuć czymś ostrym, przecież jej jeszcze nie ugryzłem!!! Mówi, że jestem przeziębiony i muszę dostać lekarstwo, ale nie podoba mi się to. W czasie ostatniej wizyty w piątek wygiąłem igłę, a i tak dostałem zastrzyk. Paskudnie! A droga do weterynarza i z powrotem, to był dopiero koszmar. Okazało się, po raz kolejny , że cierpię na tak zwaną chorobę lokomocyjną i zapaskudziłem Pani samochód. O dziwo nie skrzyczała mnie. Ja byłem trochę zdenerwowany. Dziwni są ci ludzie.
Oto kilka moich fotek:
Zawadiackie uszy.
Ujęcie z profilu.
Cóż za gracja ;)